Ucieleśnione dziedzictwo — o ruchu, pamięci kulturowej i współczesnym doświadczaniu przestrzeni

Wywiad pogłębia temat ciała i ruchu intuicyjnego jako narzędzi wspierających odkrywanie miejsca i budowanie z nimi relacji. Przyjrzymy się temu, dlaczego poprzez ciało możemy doświadczać kultury i sztuki w sposób bardziej świadomy i wnikliwy. Porozmawiamy o tworzeniu osobistych rytuałów i wspierających praktykach budowania wspólnoty. Zastanowimy się także, w jaki sposób miejsca dziedzictwa zyskują dziś nowy wymiar — stając się przestrzeniami życia i dialogu, a nie jedynie obiektami ochrony, prezentacji czy udostępniania sztuki.

Do rozmowy zaprosiłam jedną z najbardziej inspirujących edukatorek w Polsce —
Barbarę Przerwę, która w swojej praktyce wykorzystuje ciało i ruch intuicyjny jako narzędzie poznawania i doświadczania sztuki. Wspólnie poszukamy potencjału spotkania ruchu intuicyjnego z miejscem dziedzictwa — czyli kontaktu ciała i duszy z przestrzenią.

Basiu, czy możesz na początek wprowadzić czytelnika w to, czym jest ruch intuicyjny
i w jaki sposób korzystasz z niego w swojej praktyce edukacyjnej oraz artystycznej?

Obecnie w swojej pracy prowadzę trzy autorskie cykle oparte na tańcu intuicyjnym do dzieł sztuki Co mnie porusza w sztuce współczesnej? w Pawilonie Czterech Kopuł oraz Plastykę tańca w Muzeum Narodowym we Wrocławiu i w Muzeum Etnograficznym. Są to cykle przeznaczone dla widowni dorosłej. Muzealne poruszenie jest cyklem dla dzieci w wieku 6-12 lat. Taniec intuicyjny, swobodny gestu oraz elementy z praktyki świadomości ciała wykorzystuję także w pracy z grupami ze specjalnymi potrzebami. W swojej koncepcji warsztatów czerpię natchnienie z wypracowanych w latach dwudziestolecia międzywojennego nowych form tańca, między innymi tańca wyrazistego i tańca plastycznego. Ideą spotkań jest poszerzanie sposobów percepcji kolekcji muzealnej.
Patrząc na dzieło sztuki, uczestnicy mogą zachwycić się i zatańczyć jego formę, fakturę, linię, zainspirować się tematem, docenić warstwę symboliczną i za pomocą spontanicznej improwizacji tanecznej „opowiedzieć” o danym eksponacie. Jednym z najważniejszych zagadnień w warsztatach jest pytanie: Jak działa na uczestnika w warstwie emocjonalnej dany obiekt i jakie wrażenia w ciele można odczuć przy tej okazji? Warsztaty stwarzają możliwość poszerzenia wiedzy o zbiorach muzeum, przeżywania w ruchu spotkania z eksponatami i jednocześnie rozbudzają w ciele wrażliwość na sztukę.

Bardzo ważny jest dla mnie element dialogu i wspólnotowości. Często zachęcam uczestników, by „częstowali” grupę swoim ruchem i emocjami. Nawet drobny gest, który zostaje zauważony i powtórzony przez innych, daje poczucie sprawczości i bycia częścią czegoś większego. Kiedy cała grupa podąża za czyimś ruchem, ta osoba może poczuć, że naprawdę współtworzy doświadczenie – że jest ważna i widziana.

Z kolei performance, który tworzę indywidualnie, jest dla mnie bardziej zamkniętą wypowiedzią artystyczną. Podczas jednego z pierwszych wystąpień powiedziałam, że jestem tam po to, by „nakarmić” widzów swoimi emocjami i tańcem, ale też by sama „nakarmić się” ich obecnością i spojrzeniem. I to jest dla mnie bardzo prawdziwe – mam silną potrzebę opowiadania poprzez ruch i bycia zobaczoną. Potrzebuję widza, który odbiera moje emocje i  historie budowane wokół dzieł sztuki i miejsca.

W ramach projektu, który prowadzę, poszukuję sposobów na bardziej osobiste budowanie relacji z miejscem dziedzictwa. Czy ruch intuicyjny może stać się drogą do głębszego doświadczania przestrzeni? W jaki sposób angażuje nasze zmysły i emocje, sprawiając, że odwiedzane miejsca pozostają w nas na dłużej i zachęcają do powrotu?

Na ekspozycji w Pawilonie Czterech Kopuł tańczymy wśród dzieł sztuki. Już sama przestrzeń muzealna w pewien sposób gloryfikuje nasze ruchy i gesty, ale to nie tylko kwestia tańczenia pomiędzy eksponatami nadaje wagę naszej pracy. Nawet kiedy poruszamy się na dziedzińcu, na którym nie zawsze prezentujemy wystawy, mam poczucie, że dzieje się coś istotnego. Niezwykły, szklany sufit staje się dodatkowym elementem tej praktyki. Podczas wieczornych warsztatów, gdy leżymy na podłodze i wykonujemy ruchy, patrząc w górę, dostrzegamy swoje odbicia. Pamiętam moment sprzed kilku lat, kiedy po raz pierwszy uświadomiłam sobie ten potencjał – od tamtej pory świadomie go wykorzystuję. Zwracam uczestnikom uwagę: „Zobaczcie, mamy tu dodatkowe lustro”.
Ta przestrzeń pozwala nam nie tylko obserwować siebie, lecz także współtworzyć obrazy – czasem przybierające formę mandalowych układów ciał, które powoli przesuwają się po podłodze, pozostając w nieustannej relacji z własnym odbiciem. Intuicyjny taniec zaczyna wtedy funkcjonować jako forma sztuki – ulotna, efemeryczna, a jednak będąca swoistym dziełem.

Zrealizowałam również warsztat z tańca intuicyjnego, który ściśle dotykał tematu miejsca. Przeprowadziłam go w Muzeum Narodowym, po zamknięciu, kiedy mogliśmy w ciszy pustego budynku przemieszczać się krużgankami, schodami i wzdłuż poręczy – tańcząc z samą przestrzenią. Uczestnicy wchodzili w kontakt z architekturą: przytulali się do kolumn, zawieszali na barierkach, powoli spływali ruchem po schodach. Czasem tańczyli jedynie rękami, dotykając metalowych ornamentów na poręczach.

Miałam wtedy silne poczucie, że samo bycie w tej przestrzeni i w relacji z nią wnosi dodatkową wartość do doświadczenia tańca. Jakbyśmy obtańczyli Muzeum Narodowe – jego architekturę. Było to niezwykłe przeżycie dla uczestników. Mieli poczucie, że znajdują się w wyjątkowym miejscu, które w tej sytuacji nabierało jeszcze bardziej intymnego charakteru.

Czy możesz podzielić się przykładem praktyki, w której ciało i miejsce szczególnie mocno zarezonowały? Jakie to było doświadczenie?

Jednym z najważniejszych miejsc, do których lubię wracać jest moja „kolebka”, czyli Muzeum Narodowe. To właśnie tam zaczęłam prowadzić swoje pierwsze warsztaty taneczne. Cztery lata temu przeniosłam się do Pawilonu. Tańczyłam również w Muzeum Etnograficznym.

Lubię wtedy stanąć przed swoim ulubionym obrazem i po prostu pobyć w tej przestrzeni, czasem także zatańczyć. Panie z obsługi czasem się ze mnie śmieją. Bywa, że trafiam na nowych, młodszych pracowników, którzy patrzą na mnie z lekkim zdziwieniem – jakby myśleli: „Co tu się właściwie dzieje?”. Wtedy tłumaczę, że kiedyś prowadziłam tu warsztaty i że taniec jest dla mnie naturalnym sposobem kontaktu ze sztuką.

Tak naprawdę, kiedy odwiedzam jakiekolwiek muzeum, zawsze wybieram obraz, który mnie przyciąga. Potrzebuję chwili, żeby oswoić przestrzeń – a robię to właśnie poprzez ruch. Jeśli czuję, że dane dzieło naprawdę mnie porusza, pozwalam sobie przy nim zatańczyć.

To jest mój sposób bycia i jednocześnie forma pozostawiania po sobie śladu. To dla mnie ważne – pokazywać, że w muzeum można doświadczać sztuki inaczej. Że emocje można wyrażać poprzez ruch, nie tylko słowem czy obrazem.

A czy przestrzeń ogranicza tę praktykę, czy jest dla niej wspierająca?

Moim zdaniem, jeśli ktoś ma w sobie otwartość na taniec intuicyjny, to może tańczyć wszędzie – nawet w windzie czy w bardzo małej przestrzeni. Kiedy jesteśmy naprawdę otwarci na ruch, miejsce przestaje nas ograniczać. W swoich działaniach lubię pracować z prostymi ćwiczeniami, które pokazują, że ruch tak właściwie zaczyna się w ciele. Na przykład proszę uczestników, żeby przez kilka — kilkanaście sekund poruszali się bardzo intensywnie – skakali, trzęśli się, angażowali całe ciało. A potem nagle się zatrzymujemy. I wtedy wszyscy mogą poczuć, co dzieje się w środku: przyspieszony oddech, bicie serca, krążenie krwi, mrowienie. To doświadczenie pokazuje, że ruch pozostaje w nas nawet wtedy, gdy ciało jest nieruchome.

Pamiętam warsztaty, które odbywały się w dawnym kościele zaadaptowanym na ośrodek kultury. Była tam przestrzeń z absydą i wyraźnie widziałam, jak wpływa ona na ruch uczestników. W jednej części ludzie tańczyli inaczej, a kiedy wchodzili do absydy, ich ruch się zmieniał – stawał się bardziej swobodny, pełniejszy, jakby sama przestrzeń dodawała im energii i odwagi. I działo się to zupełnie naturalnie, bez żadnych wskazówek z mojej strony. To pokazuje, że przestrzeń może nas zarówno ograniczać, jak i wspierać – ale to, jak ją odczuwamy, zawsze pozostaje bardzo osobiste.

Miejsca dziedzictwa często niosą w sobie trudne, bolesne historie. Czy taniec intuicyjny może stać się narzędziem, które przynosi ukojenie? Czy poprzez ruch możemy w pewnym sensie „wytańczyć” stratę, z szacunkiem do miejsca i jego przeszłości?

Jak o to pytasz, przypomina mi się pewien performance wykonany wokół rzeźb Magdaleny Abakanowicz – figur pleców – przez grupę Butō na wzgórzu w Hiroszimie. Artystka stworzyła tam pomnik upamiętniający ofiary bomby atomowej. Widziałam to działanie w formie nagrania i było ono dla mnie niezwykle poruszające.

Myślę, że samo „przetańczenie” tego miejsca mogło mieć dla tancerzy, ale też dla odbiorców, wymiar głęboko oczyszczający. Dzięki temu działaniu potrafię wyobrazić sobie, że taniec intuicyjny może przybrać formę pracy z pamięcią i emocjami w przestrzeniach naznaczonych trudną historią. Być może mógłby on być sposobem na symboliczne przepracowanie traum – tych, które wydarzyły się w danym miejscu.

Nie wiem, czy tego typu działania były realizowane w przestrzeniach muzealnych związanych z historią Zagłady w naszym kraju. Czy mamy poczucie, że to już jest tak nobliwe miejsce, że nie dopuszczamy tam takich form ekspresji? A jednocześnie mam poczucie, że odpowiednio poprowadzony ruch mógłby stać się tam doświadczeniem o charakterze katharsis – cichym, uważnym, wpisanym w pamięć miejsca.

Przypomniało mi się jeszcze jedno takie miejsce i działanie. Uważa się, że na Ostrowie Tumskim, tutaj we Wrocławiu, znajdują się czakry i drzemie szczególna energia. Kiedyś grupa dziewczyn z tańca intuicyjnego, pod dużym drzewem – niemal naprzeciwko seminarium – na początku wiosny zatańczyła z niezwykłą intensywnością. Wyglądało to tak, jakby próbowały zaczerpnąć energii z ziemi, a jednocześnie oddać jej cześć.

W kontekście Ostrowa Tumskiego i bliskości seminarium można się zastanawiać, czy przyszli księża obserwowali z okien to, co działo się pod drzewem – kolorowe spódnice, swobodny ruch, ekspresję. Jednak z rozmów z uczestniczkami wynikało, że było to dla nich bardzo silne przeżycie emocjonalne. Odbierały to miejsce jako wyjątkowe, pełne energii i podkreślały, że w takich przestrzeniach szczególnie mocno odczuwa się moc tańca.

Zastanawiam się też, czy praca z ruchem może stać się formą osobistego rytuału, który zabieramy ze sobą do codziennego życia. Jak Ty rozumiesz pojęcie rytuału w kontekście relacji ciała z przestrzenią?

Dla mnie najważniejszą wartością tańca intuicyjnego jest to, że poprzez ruch możemy wyrażać siebie i swoje emocje. Taniec intuicyjny pomaga pogłębić spotkanie z dziedzictwem, ale jest też niezwykle ważnym narzędziem w codziennym życiu – szczególnie w radzeniu sobie z emocjami. Kiedy mam trudniejszy dzień, jestem zdenerwowana, potrafię po prostu wyjść do drugiego pokoju i się „otrzepać” – dosłownie poruszać ciałem, wyrzucić z siebie napięcie.

To działa też w drugą stronę. Łatwiej przychodzi nam wyrażanie pozytywnych emocji – ludzie tańczą z radości. Świetnie widać to u dzieci, dla których ruch jest naturalnym językiem emocji. Z czasem jednak uczymy się to hamować – słyszymy, że mamy siedzieć spokojnie, nie ruszać się. A przecież ruch jest czymś zupełnie naturalnym i może być prostym, dostępnym dla każdego sposobem na kontakt ze sobą.

Ja mam swój poranny rytuał – wstaję, przeciągam się, wykonuje różne ruchy, jakby we wszystkich kierunkach. To trochę tak, jakbym poprzez taniec witała się ze światem. Bardzo to lubię i staram się robić to codziennie. Później dodaję jeszcze kilka pompek. Traktuję to jako „przebudzenia ciała”.

Myślę, że warto wypracowywać takie rytuały – proste sposoby, które pomagają nam radzić sobie z napięciem i przetwarzać emocje, zanim zaczną nas przytłaczać. A jeśli chodzi o przestrzeń, to ja w domu, w sypialni, mam duże lustro – lubię z niego korzystać, ale czasem też zamykam oczy, żeby bardziej poczuć siebie i przestrzeń swojego ciała. Ruch wtedy pomaga mi rozładować emocje i trochę je uporządkować.

Obie jesteśmy edukatorkami, a proces edukacyjny, do którego zapraszamy odbiorców, często ma wymiar wspólnotowy. W jaki sposób ruch może wspierać budowanie wspólnoty wokół konkretnego miejsca dziedzictwa? Czy widzisz w nim potencjał do tworzenia dialogu międzypokoleniowego lub międzykulturowego?

Mówi się o „mowie ciała” i rzeczywiście – jest to język, który istnieje ponad barierami. Ja wciąż uczę się języka angielskiego i nie czuję się w nim w pełni swobodnie. A jednak uczestniczyłam w wielu warsztatach prowadzonych w tym języku – przez nauczycieli z innych kultur, na przykład z Japonii. Mimo bariery językowej mogłam w nich w pełni uczestniczyć właśnie dzięki ruchowi. To pokazuje, jak uniwersalnym narzędziem komunikacji może być taniec.

Kolejny przykład — we Wrocławiu odbywa się Festiwal Cyrkulacje, gdzie spotykają się uczestnicy z różnych części świata. Zdarza się, że w jednej przestrzeni tańczy jednocześnie 100 –150 osób. Mam poczucie, że to właśnie taniec ich jednoczy – zabiera do wspólnej, współdzielonej przestrzeni doświadczenia.

Nie prowadziłam do tej pory warsztatów międzykulturowych natomiast ciekawym doświadczeniem dla moich uczestników są spotkania ze sztuką z innych kręgów kulturowych – obecnie mamy wystawę sztuki japońskiej. To zupełnie inny sposób patrzenia na obraz, inna symbolika, inna wrażliwość. Taniec inspirowany takimi dziełami może otwierać na nowe sposoby odczuwania i interpretacji również samej przestrzeni i miejsca, w której są prezentowane.

Jeśli chodzi o międzypokoleniowość, to jest to coś absolutnie wyjątkowego. Jest wiele pięknych przykładów: mamy tańczące z nastoletnimi córkami, a nawet trzy pokolenia – babcia, mama i wnuczka – które wspólnie uczestniczą w warsztatach.

Jednym z poruszających doświadczeń była sytuacja z ojcem i synem. Nastolatek poczuł się niepewnie w grupie, więc poprosiłam ojca, żeby został. Początkowo ojciec był bardzo wycofany, widać było, że to nie jego klimat. Ale podczas ćwiczenia w parach, które zaproponowałam specjalnie dla nich, zaczęli wchodzić ze sobą w prosty kontakt poprzez ruch. Stopniowo pojawił się śmiech, rozluźnienie i bliskość – zaczęli się delikatnie dotykać, reagować na siebie, współpracować. Miałam wrażenie, że odkrywają nowy sposób bycia razem, bardziej swobodny i uważny. To był moment, który pokazał, jak ogromną siłę ma wspólny taniec.

Wracając jeszcze do tego aspektu wspólnotowego, uczestnicy bardzo lubią słuchać moich opowieści i obserwować, jak interpretuje dzieło ruchem. Jednak kiedy przychodzi moment samodzielnego tańca, pojawia się dyskomfort i opór. Zauważyłam, że dużo łatwiej jest im się przełamać, gdy działają w grupie. Kiedy wszyscy wykonują ten sam ruch, rośnie poczucie bezpieczeństwa i odwaga. Wspólnota daje wsparcie i pomaga przekraczać wewnętrzne bariery, często też wynikające z przestrzeni, po której poruszają się inni zwiedzający, jest obsługa Muzeum.

Basiu, dziękuję bardzo za rozmowę!

Barbara Przerwa pracuje w Muzeum Narodowym we Wrocławiu od 1995 roku. W styczniu 2022 roku przeniosła się do Działu Edukacji w Pawilonie Czterech Kopuł Muzeum Sztuki Współczesnej Oddział Muzeum Narodowego. Z wykształcenia jest animatorką kultury o specjalizacji tanecznej, pedagożką i edukatorką muzealną na stanowisku kustosza.

W roku akademickim 2013/2014 ukończyła studia podyplomowe na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie w zakresie „Studium Muzealnicze”. Interesuje się także arteterapią, w 2019 roku wzięła udział w programie szkoleniowym „Taniec i terapia Gestalt w oparciu o metodę Anny Halprin Life/Art Process”. W pracy zawodowej łączy dwie swoje wielkie pasje, miłość do sztuk plastycznych i do tańca. 

Rozmawiała: Natalia Gołubowska-Skrzypicka

Redakcja: Natalia Gołubowska-Skrzypicka, Marta Cieśla

Korekta: Marta Cieśla

Zrealizowano w ramach stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.