Wewnętrzne muzeum spokoju — o potencjale kultury w budowaniu bezpiecznego miejsca

Do rozmowy zaprosiłam Paulinę Czapską — psycholożkę, psychotraumatolożkę, terapeutkę, trenerkę, coachkę i edukatorkę. Poznałyśmy się podczas rezydencji Animator in residence Towarzystwa Inicjatyw Twórczych „ę”, a później spotkałyśmy się ponownie w projekcie Zawód Artystka, którego Paulina była współtwórczynią. W tej rozmowie łączymy perspektywę terapeutyczną z doświadczeniem kultury jako zasobu wspierającego dobrostan.

Dzisiaj zatrzymamy się przy pojęciu bezpiecznego miejsca — jako wewnętrznej przestrzeni ukojenia, do której możemy wracać dzięki wspomnieniom, wyobraźni i zmysłom. Sprawdzimy, jak doświadczenie miejsc dziedzictwa może pozostać z nami na dłużej i wspierać nas w momentach napięcia.

Paulino, na początek chciałabym, abyśmy wyjaśniły pojęcie bezpiecznego miejsca osobom, które nie były w procesie terapeutycznym i nie korzystały wcześniej z narzędzi samoregulacji. Zatem, czym jest bezpieczne miejsce? Jak można do niego dotrzeć, co nam daje i w jakich momentach warto z niego korzystać? Ja pojęcie bezpiecznego miejsca poznałam w terapii w nurcie EMDR.

Odpowiedź zacznę technicznie, a potem pójdziemy dalej. Bezpieczne miejsce w terapii EMDR, która zazwyczaj osobom kojarzy się z przepracowaniem traumatycznych doświadczeń, jest jednym z elementów terapii. Bardzo ważnym elementem dbania o siebie i odbudowywania dobrostanu jest nie tylko leczenie i odblokowywanie trudnych doświadczeń. To przede wszystkim, budowanie adaptacyjnych sieci wspomnień i zasobów. Pierwszym krokiem jest obserwacja, jak dana osoba przejawia spokój, bezpieczeństwo i relaks. Dla wielu osób to wyzwanie. Przeszkodą jest brak poczucia bezpieczeństwa, utrudniony dostęp do stanu wewnętrznego, kłopot z rozregulowanym układem nerwowym. Dlatego dla niektórych osób, niezależnie od tego, w jakiej przestrzeni zewnętrznej się znajdują, niemożliwe jest połączenie sygnałów bezpieczeństwa i spokoju z wewnętrznym stanem i doświadczeniem. Wtedy staramy się odszukać takie wspomnienia i miejsca, w których ucieleśnione zostaje poczucie wyciszenia i stabilności.

Tworząc projekt Miejsca mają twarze — nowe oblicze dziedzictwa, odniosłam się do własnych doświadczeń oraz zasobów kulturowych i psychologicznych. Moim bezpiecznym miejscem jest plaża i morze latem — wspomnienie z dzieciństwa i rodzinnych wakacji. Czy spotkałaś się z sytuacją, w której to miejsce kultury — muzeum, teatr, zabytek — stało się dla kogoś źródłem ukojenia?

Dla wielu osób są to miejsca jak plaża, góry, łąka, związane z monumentalną przyrodą, z ciszą, z naturalnymi dźwiękami. Natomiast spotykam też osoby, dla których są to miejsca związane z pięknem, takie jak ogrody – altany ogrodowe – w parkach typowo pałacowych. Dla niektórych osób są to kościoły jako miejsca dziedzictwa i kultury, niezależnie od tego, czy są to osoby wierzące, czy nie. 

Osoby artystyczne, ale także osoby niezwiązane bezpośrednio ze sztuką, mówiły o konkretnych miejscach, przestrzeniach kultury. To właśnie one niosą ze sobą poczucie spokoju czy ulgi. Zresztą, istnieje coraz silniejsza praktyka terapeutyczna polegająca na „przepisywaniu” sztuki i kultury na receptę. Ja sama bardzo często zalecam moim pacjentom, aby coś obejrzeli, gdzieś poszli, czegoś doświadczyli. Mam też kontakt z osobami, które wyraźnie regulują swoje emocje poprzez samo obcowanie — w najszerszym sensie — z kulturą i sztuką. 

Dzieje się tak, bo miejsca kultury i sztuki są zazwyczaj przemyślane i niosą określoną symbolikę, a symbolizacja jest jednym z najwyższych poziomów przetwarzania poznawczego. Polega ona na tym, że surowe doświadczenia i emocje potrafimy zamienić w symbol, wizję, przestrzeń czy obiekt. To uruchamia najbardziej wysublimowane i złożone procesy emocjonalno-poznawcze, które pozwalają przetwarzać doświadczenia na bardzo głębokim poziomie. Dlatego dla wielu osób kontakt ze sztuką staje się formą ratunku.

Jedna z moich pacjentek miała również bardzo bliskie połączenie z malarstwem Rothko. I dla niej bezpiecznym miejscem była sala, w której mogła godzinami przesiadywać na ławce i patrzeć na jego obraz. Połączenie bycia w kontakcie z dziełem, przestrzenią – cichą, bezpieczną – było próbą dostępu do tego stanu.

Dla mnie bezpieczne miejsce to przestrzeń, z którą łączy mnie więź i pozytywne wspomnienie. Czy budowanie relacji z miejscami dziedzictwa — poprzez ich estetyczny, duchowy i zmysłowy wymiar — może być dla nas wspierające? Czy są jeszcze inne czynniki, na które warto zwrócić uwagę?

Bardzo często straumatyzowane osoby bezpiecznego azylu nie kojarzą z domem, własnym pokojem, czy biurem w pracy. Te miejsca nie powodują poczucia bezpieczeństwa i odprężenia. Dlatego takie zapośredniczenie przemyślanej, zharmonizowanej i pięknej w doświadczeniu przestrzeni pomaga odnaleźć ten stan.

Wspomnienia są konstruowane poprzez wszystkie nasze zmysły. Oczywiście każdy z nas ma jakiś zmysł dominujący. Żyjemy w kulturze wizualnej, więc zdawałoby się, że większość z nas będzie wzrokowcami. Natomiast duża część osób przetwarza świat i rzeczywistość w inny sposób. Zdarza się, że ktoś opisuje swój azyl poprzez odczucia w ciele. Inna osoba siedzi na marmurowej ławce w muzeum – przyjemnie chłodnej – a pod nogami ma skrzypiącą podłogę i słyszy rozproszone dźwięki, odbijane niczym echo. Częścią takiego bezpiecznego miejsca są również ludzie oraz ich ruch niczym choreografia, rozmyta, dopełniająca całość. 

Znowu ktoś inny opowiada, jak siedzi w pustym kościele. Jest cicho i czuje zapach – charakterystyczny dla miejsca sakralnego. Drewniane ławki, rozmyte brązowe kolory, przyciemniona przestrzeń powodują, że zaczynamy się odprężać, relaksować. Takie miejsca często pozwalają nam się zatrzymać, pobyć ze swoimi myślami, zapraszają nas do refleksji.

Nie wszystkie osoby konstruują swoje bezpieczne miejsce przez opis jego wyglądu, a poprzez odczucia. I znowu wracamy do procesu symbolizowania, czyli tworzymy opis – portret pamięciowy miejsca. I ten portret pomaga nam odtworzyć zmysło-motoryczne doświadczenia w naszym ciele. Ten portret, niezależnie przez które zmysły go zbudujemy, aktywuje w nas te sieci wspomnień, które odpowiadają właśnie za stan spokoju, bezpieczeństwa, relaksu, równowagi.  

A co z intensywnością i powtarzalnością tych doświadczeń? W jaki sposób to działa? Czy możemy kolekcjonować doświadczenia, które później składają się na nasze wyobrażenie ukojenia?

Intuicyjnie, ale też w oparciu o podstawowe zasady psychologii, skłaniałabym się do takiej hipotezy, że intensywność doświadczeń decyduje o tym, jakie miejsce wybierzemy. Czyli na intensywność doświadczeń może wpływać sytuacja – co konkretnie działo się w tym miejscu. Może też wpływać zestaw naszych wartości lub głębokie tożsamościowe czy duchowe przeżycie. Może być to również związane z powtarzalnością, bo jesteśmy jednak stworzeniami repetytywnymi, uczymy się przez powtórzenia i tak budujemy nawyki. Przykładowo: od lat jeździmy w to samo miejsce i bodziec spokoju, który się tam pojawia, sumuje się i pogłębia przez lata. W związku z tym to miejsce znowu symbolicznie staje się naszą bezpieczną oazą. Bardzo podoba mi się w tym kontekście  słowo kolekcja. Myślę, że część z nas kolekcjonuje zarówno doświadczenia, jak i miejsca, które jakoś opowiadają o nas, o naszym wewnętrznym przeżyciu, a które bardziej świadomie, lub nieświadomie, towarzyszą nam w naszych wewnętrznych procesach.

“Miejsca mają twarze” to zarówno wspólnotowe, jak i indywidualne doświadczenie budowania relacji z miejscem. Jakie –  tak właściwie – ma znaczenie spotkanie we wspólnym działaniu?

Wiesz, myślę, że to ma duże znaczenie. Zobacz, tak właściwie od początków istnienia cywilizacji tworzymy przestrzenie o symbolicznym znaczeniu – miejsca zbiorowego przeżywania. Czy to ognisko, starożytny teatr, świątynia, pałac, czy wiejski dom kultury. Miejsca sakralne otwarte na spotkanie, dające przestrzeń do wspólnego bycia obok, śpiewania, wykonywania gestów, które pomagały układowi nerwowemu się zsynchronizować z innymi. Doświadczamy tego również na koncercie, spektaklu teatralnym, czy zajęciach medytacyjnych. Zbiorowe współodczuwanie, a nawet interakcja, mogą wzmacniać nasze dobre skojarzenia z jakimś miejscem. Kodujemy znaczenia, a potem, kiedy powracamy do tej przestrzeni, nawet kiedy jest już pusta, to nabiera ona innego wymiaru, jakby odświętnego. 

Czyli intuicyjnie wypełniłam ten projekt ważnymi elementami, które wzajemnie się uzupełniają … Rozmawiamy i tak sobie teraz myślę, że jedno to doświadczenie, a drugie to narzędzia, które otrzymujemy, a w efekcie i świadome ich wykorzystanie w przyszłości.

Tak, bo mamy już jakąś reprezentację emocjonalną tego miejsca. Związaną właśnie z ciekawymi warsztatami, dobrym spotkaniem, czy fantastyczną atmosferą. Myślimy sobie: ale się rozwinęłam, dużo się nauczyłam, mam na ten temat refleksję – to buduje jakiś wgląd. I wracamy do tego miejsca i sposobu działania, które żywo się w nas odtwarza, właśnie dzięki wspomnieniom  konkretnych okoliczności.

Okej, czyli podsumowując: myślenie o bezpiecznym miejscu, czy portretach, które proponuję i wejście w pewien określony schemat, który już poznałam, przetestowałam, może wspierać mnie w późniejszej indywidualnej aktywności. Tak się buduje rytuały, które często utożsamiamy dodatkowo z przynależnością do określonej społeczności. 

Myślę, że wspierające jest to, jak możemy myśleć o tym, że ktoś inny też to robi. Wtedy taki portret jest symboliczną reprezentacją tej społeczności. Kiedy tworzymy ten portret, albo go zdobywamy, to łączymy się z tym doświadczeniem bycia jakby we wspólnocie tych osób, które to robią. To jak zbieranie stempli Korony Gór. A to warsztatowe doświadczenie, jednocześnie wyposażające w wiedzę – wewnętrzną instrukcję obsługi do samodzielnego zdobywania kolejnych portretów, czy odwiedzania kolejnych miejsc. Myślę, że takie doświadczenie zwiększa szanse, ośmiela wewnętrznie, ponieważ mamy już zbudowane pewne skrypty, do których możemy wracać.

A co w sytuacji, gdy dana przestrzeń niesie w sobie trudną historię albo uruchamia w nas bolesne wspomnienia i silne emocje? Na co warto być wtedy czujnym? Czy takie miejsca można stopniowo oswajać, czy raczej trudno myśleć o nich w kategoriach bezpiecznej przystani?

Znowu uważam, że to może być bardzo indywidualne. Dla osoby pochodzenia żydowskiego pewne miejsca są związane z narracjami, wspomnieniami, doświadczeniami i kontakt z nimi może być bardzo trudny. Takie miejsca, mogą być przerażające, przypominać doświadczenia rozpaczy, bezsilności, bezradności. Wielokrotnie widziałam wycieczki z Izraela – osoby w różnym wieku płakały w miejscach pamięci, mimo że są na przykład trzecim pokoleniem. Jednocześnie to miejsce jako pomnik, staje się symbolem uhonorowującym całą sieć skojarzeń, pamięci, narracji wokół konkretnego dziedzictwa kulturowego. Myślę, że dla tych osób może być to bardzo trudne. Ale też i potrzebne. W ten sposób mogą połączyć się ze swoim dziedzictwem kulturowym, które zostało zniszczone i pozostały już po nim tylko artefakty. Zostały tylko te miejsca. Nie ma już tych ludzi, nie ma tej kultury w tej konkretnej postaci. Ale właśnie te miejsca są nośnikiem i symbolem doświadczeń i pamięci. 

Miejsce pamięci może wywoływać różne odczucia. Niekoniecznie jedziemy tam, bo jest bezpiecznie. Jedziemy, żeby połączyć się tam z kawałkami naszej tożsamości, historii, dziedzictwa, które są bolesne. Ale myślę, że w kulturze i sztuce też jest na to miejsce. I dzięki temu kontaktowanie się z tym jest bezpieczniejsze, bo już jest zapośredniczone. Bo włożyłaś pracę w to, żeby to surowe doświadczenie krzywdy właśnie przetworzyć. 

Na koniec chciałabym wrócić do metafory z tytułu rozmowy. Gdybyśmy potraktowali nasze doświadczenia jako „wewnętrzne muzeum spokoju” — co warto w nim gromadzić? Jaka kolekcja znalazłaby się u Ciebie?

Bardzo podoba mi się ta zaproponowana przez Ciebie idea. Tworząc swoje wewnętrzne Muzeum Spokoju pytałabym siebie i innych: Co tam będzie? Jakie obiekty? Jak one będą ustawione? Po co je tam wkładasz? I żeby móc to skonstruować, potrzebujemy sięgnąć do magazynu naszych wspomnień, naszej pamięci. Tworząc do tej idei instrukcję werbalną, tworzymy klucz dostępu do tego, żeby w ogóle ktoś mógł się nad tym zastanowić. Część moich podopiecznych ma już swoje bezpieczne miejsce – jest w stanie do niego wrócić i je skonstruować. Niestety wiele straumatyzowanych osób nie ma takich możliwości. Nie jest w stanie utrzymać swojego układu nerwowego nawet w symbolicznym, bezpiecznym miejscu, bo wdzierają się tam inne sieci skojarzeń i pamięci. Więc tak sobie myślę, że szczególnie dla osób twórczych, wrażliwych, które dużo czytają, oglądają, rozmyślają – koncept muzeum spokoju może być bardziej dostępnym sposobem budowania poczucia bezpieczeństwa
i trwałości w sobie.

A w moim muzeum spokoju na pewno znalazłyby się miejsca fizyczne. Też takie miejsca we mnie, takie stany i uczucia, które były wywołane kontaktem z konkretnymi wytworami sztuki, na przykład przeczytaną książką. Jest taka książka, nie wiem, czy znasz? Jenny O’Dell Jak nie robić nic – właśnie o takim kolekcjonowaniu. Przeczytaj ją. Myślę, że ona jest bardzo o tym, co robisz. I na pewno ta książka znalazłaby się w mojej kolekcji. Doświadczenie obcowania z tą książką. Bo co jest śmieszne, jak myślę o tej książce, to nie myślę o przedmiocie, tylko w mojej wyobraźni widzę miejsce – park, w którym autorka siedzi. Widzę drzewa, widzę ławkę, widzę kruka, który tam z jakiegoś powodu w moim wyobrażeniu jest. I łączę się z nią w tym miejscu, skupionym na refleksji, obserwacji. Taką zresztą opowieścią zaprasza ona czytelnika do swojej świątyni obserwacji, bycia bardzo tu i teraz, wybierania i zapamiętywania tych momentów, kolekcjonowania ich. Więc jak sobie myślę o moim muzeum spokoju, to siedzę w tym wyobrażeniu razem z nią, tak jak ona opowiada o tym w książce.

Paulino, dziękuję bardzo za rozmowę!

Paulina Czapska – założycielka kolektywu edukacyjnego Future Simple i współtwórczyni Kursu Zawód Artystka. Ukończyła psychologię kliniczną i zdrowia oraz psychotraumatologię na Uniwersytecie SWPS.   

Wspiera osoby indywidualne i organizacje w poszerzaniu kompetencji zawodowych i osobistych. Projektuje programy edukacyjne i rozwojowe, prowadzi warsztaty i całe procesy wspierające zespoły różnych firm i instytucji kultury. Propaguje ideę zrównoważonego aktywizmu i kolektywnej troski.

Ukończyła szereg szkoleń coachingowych i psychoterapeutycznych, m.in.: Szkołę Terapii Skoncentrowanej na Rozwiązaniach (TSR), pełne szkolenie dla terapeutów EMDR (w tym specjalizację w pracy z osobami neuroatypowymi), Kurs Interwencji Kryzysowej w Podejściu Skoncentrowanym na Rozwiązaniach, Roczny Kursu Terapii Gestalt dla Profesjonalistów, Kurs Wprowadzający do Terapii Schematów, Kurs Wprowadzający do Jogi Świadomej Traumy, Szkołę Coachów przy Erickson International i Wszechnicy UJ oraz Szkołę Trenerów Wszechnicy UJ. Swoją pracę poddaje stałej superwizji.

Rozmawiała: Natalia Gołubowska-Skrzypicka

Redakcja: Natalia Gołubowska-Skrzypicka, Marta Cieśla

Korekta: Marta Cieśla

Zrealizowano w ramach stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.